You are currently browsing the category archive for the ‘Polish’ category.
Co można usłyszeć o pełnej godzinie w Polskim Radiu? Serwis wiadomości? Na pewno, ale dziś o godzinie 1 w nocy słuchacze “Jedynki” przecierali uszy ze zdumienia. Nikt nie wie, dlaczego prezenterka Karolina Wichowska, która czytała wiadomości, tak podejrzanie dyszała… Kliknij i posłuchaj.
Biegła chwilę wcześniej po korytarzu, źle się poczuła, a może to zupełnie coś innego? Fora internetowe puchną od domysłów, mniej lub bardziej cenzuralnych.
Posłuchaj dyszącej prezenterki Karoliny Wichowskiej Polskiego Radia.
Choć ten dziwny serwis wiadomości Polskie Radio nadało w nocy, do tej pory nikt z “Jedynki” nie wyjaśnił, co wtedy działo się przy konsolecie.
Gdy zadajesz swojemu ukochanemu to pytanie, zawsze odpowiada tak samo: “O tak! Jesteś seksi i bardzo mi się podobasz”. Mówi to czasem nie odrywając nawet oczu od ekranu komputera… Taka odpowiedź, chociaż miła, nie satysfakcjonuje. Przydałoby się więcej szczegółów, prawda?
Nie ma innego wyjścia, jak zapytać o to samych mężczyzn. Tak też uczyniłyśmy, a wyniki naszych dociekań są co najmniej zaskakujące. Otóż jest nieco inaczej, niż się nam do tej pory wydawało!
JEDNA NOC, JEDEN KOC…
“Gdy wiem, że dziewczyna, którą właśnie poznałem, na pewno wyląduje ze mną w łóżku jeszcze tej samej nocy, to mam niewiele czasu na myślenie. Miewam przebłyski, że jej piersi wyglądały na większe, niż są w rzeczywistości, że ma fajnie wydepilowane bikini, ale nic więcej. Generalnie najbardziej kręci mnie fakt, że jestem dla niej na tyle seksowny, iż chce od razu iść ze mną na całość. Na dzień dobry zyskuje u mnie spory bonus!” – Marek, 25 lat, informatyk
No właśnie. Seksuolodzy są zdania, że mężczyźni raczej nie snują pogłębionych refleksji na temat wyglądu partnerki, zwłaszcza, jeśli jest to – brutalnie mówiąc – partnerka jednorazowa. Najczęściej myślą o tym, jak bardzo ekscytuje ich cała sytuacja, związana z przygodą erotyczną. Weryfikują też na gorąco swoje oczekiwania względem kobiety (“jest lepiej, niż się spodziewałem”). No i oczywiście rzecz niebagatelna; zazwyczaj zastanawiają się, czy mają (i gdzie) ze sobą prezerwatywę. Poczucie bezpieczeństwa nie zna w naszych czasach podziału na płci.
A JEŚLI TO JEST MIŁOŚĆ?
“Kiedy idę do łóżka z kobietą, którą kocham, to nawet jeśli widzę jej drobne mankamenty, to nie mam z tego powodu oporów. Przecież nie kocham ją tylko za jej ciało, ale za milion innych rzeczy. Kiedyś miałem wątpliwą przyjemność spotykać się z kobietą o nieskazitelnej figurze – co z tego, że miała piersi jak antyczna rzeźba, skoro w łóżku była jak drewniana kłoda?” – Kuba, 40 lat, menedżer
Owszem zdarzają się mężczyźni, którzy badają ciało kobiety z lupą, maniakalnie starając się znaleźć wszystkie braki. Ale większość z nich nie wie do końca, co to jest cellulitis. I co więcej – wcale ich to nie interesuje. Cała ich uwaga skupia się na tym, co za chwilę zrobią z ta nagą kobietą, która leży obok nich… Poza tym atrakcyjność kobiety w męskich oczach zależy od napięcia seksualnego mężczyzny. Im jest on wyższe, tym wspanialsza wydaje mu się kobieta. To oczywiście nie znaczy, że będąc w stałych związkach mamy się zaniedbywać. Nie wpadajmy jednak w paranoję i nie leczmy swoich (bo niczyich więcej) problemów np. u chirurga plastycznego na kolejnym seansie odsysania tłuszczu.
PORANNA WIADOMOŚĆ
“Dla mnie świeża dziewczyna, nieco zaspana i potargana, bez makijażu jest niezwykle kręcąca. Wydaje mi się wtedy nieco bezbronna, bez tej maski, którą nakłada na siebie przed wyjściem z domu. A najgorsze, co się może moim zdaniem facetowi trafić, to narzeczona Frankensteina – dziewczyna, która nałożyła sobie makijaż przed snem i rano się obudziła z sinymi obwódkami wokół oczu i pudrem spływającym po policzkach. Masakra” – Damian, 26, trener
Jednym słowem Weronika Rosati popełniała kardynalny błąd, kładąc się w pełnym makijażu do łóżka ze swoim ex, raperem Tede ( dzięki jego niedyskretnym wynurzeniom dowiedzieliśmy się o tej wadzie panny Rosati). Psychologowie twierdzą, że dla mężczyzny ważniejsze jest to, co myśli rano, niż to, co myślał wieczorem. Wspólny poranek to miernik związku, bo jeśli partnerzy się w 100 proc. akceptują, to czynią to także w niezbyt korzystnym, porannym wydaniu. Jeśli facet nie znosi wizerunku swojej nieumalowanej partnerki, która właśnie wstała z łóżka, to znaczy, że coś nie gra w ich wzajemnych relacjach uczuciowych.
I co, jesteście zdziwione tym, co przeczytałyście? Jakie są wasze refleksje na temat nagości widzianej męskim okiem?
Powstały w Niemczech portal internetowy dla modelek-hobbystek bije rekordy popularności
Amatorscy fotograficy spotykają tu kobiety, które marzą o tym, by stać się posiadaczkami wspaniałych zdjęć erotycznych. Wiele z owych fotografii wygląda przy tym zadziwiająco profesjonalnie.
Bo w wolnych chwilach lubi zajmować się fotografią. Nagie modelki lecą do niego jak ćmy do światła, nie musi im nawet nic płacić. Marion i Moni pozowały mu, całując się czule na łące, Shivana wspięła się dla Bo na starą turbinę parową, Wuschl włożyła sobie rączkę parasola między nogi.
Co tydzień pokaźna kolekcja modelek Bo wzbogaca się o dwie kolejne naguski. Jej ozdobą są Rusana i Petra, wesołe grubaski, które przed obiektywem aparatu kładą z impetem swoje obfite biusty na kuchenną wagę.
Bo widział już chyba wszystko, wciąż jednak nie ma dość. Akt artystyczny jest jego pasją, a dopływ coraz to nowych modelek, chętnie pozujących do takich zdjęć, ma zapewniony na długie lata. Zawsze gdy potrzebuje następnej, wchodzi po prostu na stronę modelkartei.de. Ów kolekcjoner rozebranych pań, który nie chce podać swojego prawdziwego nazwiska, zarejestrowany jest tam jako Bo.
Internetowa kartoteka modeli, głównie płci żeńskiej, liczy 30 tysięcy zgłoszeń. W ciągu niecałych dwóch lat asortyment powiększył się ponad dwukrotnie. Chętnych fotografów także nie brakuje: z owej oferty korzysta obecnie ponad 14 tysięcy miłośników aktów. Po obu stronach przeważają amatorzy. Łączy ich upodobanie do śmiałych zdjęć, ale przede wszystkim pragnienie stworzenia tak wspaniałych fotografii, jak te, które znają z “Playboya” czy “Vogue’a”, wejście na chwilę do świata wielkich, pięknych i bogatych.
W portalu jest miejsce dla maluczkich, średnio ładnych i niekosztownych. Rzadko mowa jest o pieniądzach. Zwykle dokonuje się tu transakcji: zdjęcia w zamian za poświęcony czas – modelka pozuje przez długie godziny, za co otrzymuje płytę z kompletem fotografii.
Bo oddaje się swojej pasji podróżując po całym kraju. Inni korzystają po prostu z wyszukiwarki portalu, gdzie wpisanie kodu pocztowego pozwala im znaleźć modelkę w najbliższej okolicy. Można też wybrać sobie panią o określonym wyglądzie – na przykład: rozmiar biustonosza od 80 do 100, oczy zielone, dobrze zbudowana, zgadza się na pomalowanie ciała (32 oferty). Każda fotomodelka przedstawia się za pomocą tekstu i zdjęć, również fotograficy prezentują próbki swoich prac. Cała reszta jest już kwestią negocjacji.
Zabawa ta przyciąga ludzi z najróżniejszych środowisk – od samotnych matek poprzez gimnazjalistki marzące o karierze top-modelki aż po menedżerki, które zrzuciły właśnie sporo kilogramów i chcą pochwalić się swoją nową figurą. Również fotografowie pochodzą z różnych warstw społecznych: jest tu adwokat, rzemieślnik, zdarza się nawet czasem szefowa sporego przedsiębiorstwa.
Co jednak jest motywacją kobiet, które chcą pozować do tego rodzaju zdjęć? Dlaczego marzą o tym, by pokazać się całemu światu leżąc półnago na prześcieradle, przebierając się za wampa czy dosiadając stogu siana na ściernisku? – Większość chce mieć po prostu piękne zdjęcia – wyjaśnia Bo, który fotografował już różne kobiety – grube i chude, kwitnące i podwiędnięte. – Z każdej można wydobyć odrobinę erotyzmu.
Chyba całkiem nieźle mu się to udaje. – Wiele pań jest zaskoczonych, że tak świetnie wyglądają na tych zdjęciach – kontynuuje mistrz. Dowodem jest fakt, że wciąż do niego dzwonią. Plon owej działalności można podziwiać w internecie, na stronie digiakt.de Bo prezentuje swoje panoptikum ciał we wszelkich możliwych pozach.
Również Kitty Deluxxxe zna to pragnienie, by zostać modelką fotografa, który będzie umiał wydobyć jej ukryte piękno, i jeśli nie uleczy, złagodzi przynajmniej kobiece wątpliwości co do własnej urody. – Tyłek za duży, palce krzywe, i tak dalej, każda z nas to zna – mówi Kitty, w codziennym życiu Christine Lutz, pracująca w mediach. Pozować zaczęła już wiele lat temu, gdy zobaczyła, że jej ówczesny chłopak zbiera zdjęcia rozebranych dam, wycięte z “Bilda”. Nie zamierzała bezradnie się temu przyglądać. Pierwszy fotograf, do którego poszła, był drogi. Profesjonalista, wart pieniędzy, jakie zarabiał. – Uznałam, że wyglądam świetnie – wspomina Kitty.
Dziś jest właścicielką ponad 80 własnych aktów. Wkrótce zamierza wyruszyć na małe tournee wokół Jeziora Bodeńskiego i w Szwajcarii, by wypróbować jeszcze innych fotografów. (…) Czy ma nadzieję na karierę fotomodelki? Na to pytanie odpowiada wybuchem śmiechu. – O nie! To byłoby zbyt absorbujące.
Wszystko ma pozostać jedynie zabawą. – O karierze – dodaje Kitty – marzy bardzo niewiele z nas.
Większości wystarcza najwyraźniej miły dreszczyk emocji i rodzaj starannie inscenizowanego spektaklu. Ściągają na siebie spojrzenia innych, ale zachowują kontrolę nad każdym szczegółem. Do tego właśnie potrzebny jest im fachowy fotograf, który zrobi im na pewno lepsze zdjęcia niż ich własny przyjaciel swoim tanim aparatem.
Wiele fotografii zamieszczonych w portalu modelkartei.de sprawia zadziwiająco profesjonalne wrażenie. Są naturalnie i inne, prezentujące pozbawioną jakiegokolwiek artyzmu prawdę niczym z gabinetów grozy, gdzie nieodkryte przez nikogo kobiety, sfotografowane byle jak komórką, czekają na swój wielki występ. Te jednak nie zajdą daleko.
Początkujące modelki, które nie mają ciekawych zdjęć, rzadko przyciągają uwagę dobrych fotografów. Również dla takich zdjęć, zamieszczany w sieci trzeba się nieźle napracować. Wiele z tych kobiet nie osiąga już niczego więcej.
Również Kitty Deluxxxe zaczynała bardzo skromnie. Przyjmowała nawet oferty “pstrykaczy gołych cycków“. Są prawdziwą plagą, pojawiającą się nieuchronnie wszędzie tam, gdzie można za darmo pooglądać sobie rozebrane panie. Jak dotąd nie było jednak przypadków bezczelnego molestowania – przed każdą sesją zdjęciową obie strony umawiają się zwykle, jak daleko chcą się posunąć. Jeśli mimo to jakiś fotograf pozwoli sobie na zbyt wiele, grozi mu natychmiastowe wykluczenie. Póki więc “pstrykacze” zachowują się w odpowiedni sposób, są tolerowani – w końcu i oni są częścią owej barwnej grupy. (…)
Wiele kobiet staje chętnie po obu stronach obiektywu. Tak jak Britta Oelschläger, od wielu lat fotografka-hobbystka. Jeden z kolegów dowiedział się, że ma wytatuowany na plecach plan Hanoweru – i od tego wszystko się zaczęło. Kiedy Britta zobaczyła gotowe zdjęcia, pomyślała: “Wcale nie wyglądam tak źle!”. Dziś ma już za sobą 40 sesji, w których wystąpiła jako modelka, i wciąż cieszy ją, że prawie każdy fotograf odkrywa w niej coś nowego. Jeden zrobił jej ostry makijaż, inny ubrał ją w wojskowe buty, jeszcze inny sfotografował ją klasycznie, w miękkim świetle, tworząc obrazy jak z Hollywood. – Choć to ostatnie wcale do mnie pasuje – przyznaje Oelschläger. – Do moich siedemdziesięciu kilo przy wzroście metr pięćdziesiąt sześć. (…)
Hendrik Siemens, właściciel portalu modelkartei.de, nie wie dokładnie, jak to wszystko potoczy się dalej. Zaczynał głównie dla przyjemności, od samodzielnie skonstruowanej strony do własnego użytku. Dziś sukces, jaki odniósł, popycha go wciąż naprzód. Dalszego ciągu – mówi – nie da się przewidzieć. – Ten portal stał się już prawdziwą rozrywką dla mas.
Seks jest dla nich jedyną rozrywką i sposobem na życie. Telewizja ARD pokaże przejmujący dokument o niemieckiej młodzieży.
Roger pierwszy raz uprawiał seks osiem lat temu. Dziś ma dziewiętnaście lat i zastanawia się nad występem w filmie pornograficznym. Yasmina, 20-letnia studentka ekonomii, jakiś czas temu zlicytowała w internecie swoje dziewictwo. Jest dumna, bo dostała prawie 7 tys. euro. Starsza o dwa lata Nadine jest już w ciąży z trzecim dzieckiem. Zarabia na życie, robiąc striptiz przed internetową kamerą. Jej fantazja: nakręcić scenę porno przed berlińską Kolumną Zwycięstwa w godzinach szczytu. Plany na przyszłość: dorobić się, osiąść na prowincji i otworzyć burdel.
Niemiecka telewizja publiczna ARD pokaże dziś wieczorem wstrząsający film dokumentalny „Letzter Halt Sex – Kids am Abgrund” („Ostatni przystanek seks – Dzieci nad przepaścią”). „To szokujący reportaż o życiu pokolenia porno” – pisze dziennik „Bild”. Reżyser Manfred Bölk – z wykształcenia lekarz i psycholog – opowiada o niemieckich nastolatkach, którzy dawno wyrzekli się niewinności. Ich codzienność stoi pod znakiem seksu, narkotyków, agresywnej muzyki i przemocy.
– Już najmłodsi mają zakodowaną dyrektywę: jak najwięcej seksu – mówi berliński pastor Bernd Siggelkow, który od lat pracuje z młodzieżą. Zdarza się, że dziesięciolatkowie, zamiast jak dawniej bawić się w policjantów i złodziei, odgrywają sceny zbiorowego gwałtu. Tak dzieje się w czasach, w których religia traci na znaczeniu, szkoła nie potrafi przekazywać wartości, a rodzice nie są już żadnym autorytetem. – Niektórzy nastolatkowie dochodzą do wniosku, że seks jest jedyną treścią życia – tłumaczy pedagog społeczna Mirjam Müller.
Zjawisko jest powszechne. Szczególnie dotyczy jednak problematycznych dzielnic największych niemieckich miast, takich jak Hellersdorf w Berlinie czy Jenfeld w Hamburgu. Wielu tam młodych gniewnych bez pieniędzy i perspektyw. Sposoby na zagospodarowanie wolnego czasu podsuwają im miliony internetowych stron z pornografią.
„Letzter Halt Sex” jeszcze przed telewizyjną premierą wywołał w Niemczech burzliwą dyskusję. Część komentatorów żałuje jednak, że dokument będzie można zobaczyć dopiero pół godziny przed północą. – Ta późna pora emisji to jak cenzura dla tego ważnego tematu – złości się Wolfgang Büscher organizacji „Die Arche”, niosącej pomoc niemieckim dzieciom i młodzieży. – Filmu nie będą mogli zobaczyć zwłaszcza ci, których on dotyczy – dodaje Büscher.
Turysta nagrał niezidentyfikowaną istotę!
Ten wypad w Tatry odmienił życie Piotra Kowalskiego z Warszawy. Na Kasprowym Wierchu zobaczył wielkiego, owłosionego potwora, który wyłonił się nagle zza skały. Pan Piotr nie ma wątpliwości. To był Yeti.
Piotr Kowalski, 27-latek z Warszawy, podczas wędrówki na Kasprowy Wierch spostrzegł na stoku kozę. Postanowił sfilmować zwierzę. Nagrał coś jeszcze. Istotę człekokształtną, która wyłoniła się nagle zza skały. Turysta jest pewien, że widział Yeti.
Tego mitycznego stwora można było do tej pory spotkać w wysokogórskich rejonach Himalajów i Syberii. Pan Piotr, miłośnik gór, nie wierzył w historie o niezidentyfikowanej istocie. Do czasu, gdy sam nie zobaczył jej na własne oczy. Kiedy turysta zorientował się co udało mu się nagrać, przestraszył się. “W końcu niecodziennie nagrywa się coś takiego” – opowiada z przejęciem mężczyzna.
W tej historii jest wiele niejasności. Przede wszystkim nie wiadomo czy nagranie jest prawdziwe, czy nie jest to jedynie głupi żart. Sprawę badają specjaliści od niewyjaśnionych zjawisk z Fundacji Nautilus. W Polsce jest to pierwszy taki przypadek. Według specjalistów autor nagrania powinien udać się jak najszybciej w miejsce, gdzie potwór się pojawił, ponieważ mógł zostawić jakieś ślady.
Brytyjska instytucja nadzorująca rynek reklamowy The Advertising Standards Authority (ASA) zakazała publikacji reklamy amerykańskiej firmy odzieżowej. ASA orzekła, że modelka wygląda na mniej niż 16 lat i pozuje w sposób prowokacyjny – informuje BBC.
Chodzi o sesję zdjęciową promującą ubrania marki American Apparel, która pojawiła się w magazynie „Vice”. Na sześciu różnych zdjęciach modelka odsłania coraz więcej swojego ciała, pokazując na ostatnim zdjęciu część brodawki sutka.
American Apparel tłumaczyło, że modelka ma 23 lata i na zdjęciach prezentowała różnorodność kreacji i stylów przy użyciu produktów marki.
Jednak ASA uznała, że dziewczyna na niektórych fotografiach wygląda na mniej niż 16 lat, a sesja sugeruje, że dziewczyna ma rozebrać się do naga.
“Reklamę tę można interpretować jako próbę eksponowania seksualnych atrybutów nastoletniego dziecka. Uznaliśmy ją za niestosowną i mogącą urazić niektórych czyteliników” – stwierdza ASA.
American Apparel otrzymał zakaz ponownych publikacji tej reklamy.
Odwiedziłem pracownie najmłodszych malarzy: studentów ostatniego roku akademii i zeszłorocznych absolwentów. Za dziesięć, piętnaście lat to ich prace powinny wypełniać publiczne i prywatne kolekcje sztuki nowoczesnej.
Artysta rozbiera się z głowy
Włodzimierz Kalicki: Maluje pani autoportrety. Przedstawia się pani na nich nago, z rozchylonymi nogami, nie skrywając najintymniejszych skrawków ciała. Jakich reakcji oczekuje pani od oglądających te obrazy?
Małgorzata Malinowska: – Powinni się cieszyć, że widzą dobre malarstwo.
A jak reagują?
- Różnie. Część widzów ogląda moje obrazy właśnie jako malarstwo. Interesują ich rozwiązania formalne, nastrój obrazów. Bardzo się z takiego odbioru cieszę, niezależnie od tego, czy w moim malarstwie dostrzegają istotne walory artystyczne, czy nie akceptują go.
Ale wiem, że dla części oglądających moja twórczość jest tylko i wyłącznie epatowaniem erotyzmem. Słyszę, że mam obsesję na punkcie swojego ciała, że moja sztuka to ekshibicjonizm, próba zwrócenia na siebie za wszelką cenę uwagi.
Prawdę mówiąc, coś w tym jest. Wystawiam się na widok publiczny, nie wstydzę się przyznać, że to ja. W ten sposób ułatwiam traktowanie przedmiotowo i mnie, i mojej twórczości. Skoro niczego nie ukrywam, to łatwiej szowinistycznie uważać mnie za artystkę, która kreuje się na obiekt erotyczny. Nie mam problemu z pokazywaniem swojej nagości, nie wstydzę się tego, ale sfera cielesności i seksu jest dla mnie bardzo intymna. Niby wystawiam ją na widok publiczny – ale czy naprawdę? W trakcie malowania akty, które mają być moją postacią, oddzielają się ode mnie.
To jak w “Alicji w krainie czarów” – ja po drugiej stronie lustra. Moje akty stają się osobami jakby z innego świata – chociażby przez przeskalowanie postaci – zawieszone w nieokreślonej przestrzeni i czasie, zagadkowe.
A ja? Ja pozostaję sobą, poza lepkim wzrokiem. Dzięki temu sfera mojego obnażenia, cielesności, seksu pozostaje moją własnością. Właśnie dlatego moje obrazy nie są przesadzone, skandalizujące, wulgarne. Staram się mówić w nich coś o człowieku, o mnie. Przez to wydają mi się prawdziwe i uwolnione od przesadnych skojarzeń – subtelne i czysto estetyczne.
Ale i tak ciągle spotykam się z reakcjami redukującymi mnie do obiektu erotycznego. A to pani cycki są na tym obrazie? No moje. Aha, ładne są.
Te palanty nie widzą obrazu, tylko cycki. I damskie owłosienie. Kolega miał kupić jeden obraz. Pożyczył go, by sprawdzić, jak się z nim czuje. Powiesił na ścianie. W końcu spotkał się ze mną i mówi: nie, ja z takim obrazem nie wytrzymam, musisz się tam ogolić. Patrzył na obraz i mówił do mnie: musisz się ogolić. To paranoja.
Ależ pani świadomie prowokuje takie reakcje. Informując, kim jest naga modelka, wyprowadza niejako pani swoje malarstwo ze sfery autonomiczności.
- Ja nie podpisuję tych obrazów, daję im tylko numerki, bo to jest potrzebne do chronologii. Na mojej stronie internetowej nie jest napisane, że modelka to ja, choć na uczelni nie jest to tajemnicą. I gdy ktoś mnie pyta, czy to prawda, nie widzę powodu, by zaprzeczać.
O czym świadczy obsesyjne szukanie w tych obrazach pani realnej cielesności?
- Moim zdaniem o braku elementarnej edukacji ludzi, którzy tak patrzą na dzieło sztuki. Ale z drugiej strony nawet tak prymitywne reakcje są dobre, bo zwykle prowokują do rozmowy. Gdyby na obrazach była przedstawiona anonimowa modelka, to reakcja byłaby banalna: no, fajna, fajna. Albo: no, fajne ma te cycki. A gdy mówię, że to ja, robi się sytuacja dialogu.
Jakiego dialogu?
- Nieprzesadnie wyrafinowanego, to prawda. Zwykle zaczyna się od: naprawdę to pani? A potem ci śmielsi i bardziej rozgarnięci panowie zaczynają pytać o pozowanie, o malowanie. I na tym z reguły się kończy, ale zawsze jest nadzieja, że może się rozwinąć rozmowa o obrazie.
Jak technicznie godzi pani pozowanie z malowaniem swego aktu na dużym płótnie?
- Gdy maluję, patrzę na fotografie. Zwykle robię je sama, ale czasem proszę o to kogoś mi bliskiego, bo to jest przecież szalenie intymna sytuacja.
Co w pani ciele jest podczas malowania najbardziej interesujące?
- Szczerze mówiąc – liniowość. W wielkim dyskursie malarskim rysunku i koloru jestem zdecydowanie po stronie rysunku. Moje obrazy są płaskie, bo mnie fascynuje kontur. Nie lubię, gdy kontur jest rozmyty, zamglony. Gdy dochodzę do linii, muszę uzyskać prawdziwą żyletę.
Patrząc na moją fotografię, nie widzę siebie samej, lecz raczej mniej lub bardziej interesujący obrys. To jest decydujące. I już w tym patrzeniu, a nie dopiero w akcie malowania, tracę poczucie, że tam to jestem ja. To już jakaś inna postać, ona ma tylko moje ciało. Powstaje zupełnie nowy człowiek. Kobiety z obrazów patrzą na mnie. Czuję to. I czuję coś jeszcze – to jest wzrok drugiej osoby.
Nie interesuje pani odwieczne wyzwanie i fascynacja malarzy aktów – kobieca skóra, gra jej gładzi ze światłem, pulsowanie, ciepło, przejrzystość?
- Interesuje mnie, ciągle próbuję użyć więcej farby, ale wciąż linia okazuje się dla mnie ważniejsza niż plama barwna.
Dlaczego zaczęła pani malować swoje akty?
- Właściwie trochę z przypadku. Na trzecim roku studiów pojechałam do Mediolanu. Chodziłam do szkoły, robiłam różne obrazki, ale tam wszystko zamykali na klucz o trzeciej po południu. Tak malować się nie da. Wolałam więc pracować w domu nad swoimi rzeczami. Na szczęście zabrałam z Polski porządne płótna lniane większego formatu, bo we Włoszech wszyscy studenci pracowali na bawełnie. Gdy zobaczyli mój len, szczęki im opadły. Widocznie u nich porządnie oprawione płótna lniane są rarytasem zastrzeżonym dla profesjonalistów. A u nas nawet studenci mogą sobie pozwolić na malowanie na sensownych materiałach.
Malowałam zamknięta w pokoju. Ciepło, Włochy, tradycja – wszystko to niemalże za oknem. I w końcu wpadłam na pomysł, by zabrać się do własnego aktu. Przypadek, kaprys. Ale gdy po powrocie do Warszawy zaczęłam się nad tym zastanawiać, uświadomiłam sobie, że wzięło się to z prostego mechanizmu. To, że ja stałam się przedmiotem mojego malarstwa, wynika głównie z niechęci do bylejakości otaczającego mnie świata. W akcie ucieczki skupiam się na tym, na czym mogę polegać – na sobie. Ta introspekcja wydaje mi się jedynym wyjściem z mojego zagubienia, z sytuacji braku wiarygodnych autorytetów, niedorastania rzeczywistości do standardów, które uważam za konieczne. Rozebrałam się dla obrazu nie dlatego, że było gorąco, i nie dlatego, że naga dziewczyna kręci panów. To się wzięło z głowy, choć uświadomiłam sobie ten fakt później. Bo pierwsza jest u mnie zawsze intuicja, uczucie. Sztuka bardziej niż do intelektu powinna odwoływać się do emocji.
Środowisko gejowskie są zachwycone Wojciechem Olejniczakiem. I nie chodzi wcale o program polityczny startującego do Parlamentu Europejskiego polityka SLD. Polityk lewicy zachwycił gejów… pokazując się na okładce tygodnika “Wprost” w mocno rozpiętej koszuli.
Skan zdjęcia momentalnie trafił do portali gejowskich. “To naprawdę seksowny facet” – oceniają homoseksualiści. Nic dziwnego. W środowisku gejów szef klubu SLD od dawna wygrywa plebiscyty na najseksowniejszego polskiego polityka.
Moderatorzy portalu homiki.pl, którzy sesji Olejniczaka poświęcili nawet osobny artykuł, nie mają żadnych wątpliwości: Olejniczak pokazał się w rozpiętej koszuli, by poszerzyć swój elektorat przed zbliżającymi się wyborami do europarlamentu.
“Przyznajemy – wyszło fantastycznie!” – piszą zachwyceni geje.
Skan zdjęcia robił wczoraj taką dużą furorę, że w pewnym momencie strona zawiesiła się.
dziennik.pl/polityka/article374767/Geje_zachwyceni_zdjeciem_Olejniczaka.html

